Bahrajn - paszport jako broń

69 Bahrajńczyków straciło obywatelstwo, bo ich rząd uznał, że to zdrajcy. Najmłodsza z tych osób to niemowlę. Ich grzech? Gloryfikowali lub sympatyzowali z wrogimi działaniami Iranu.

Brzmi groźnie, ale w przynajmniej niektórych przypadkach oznacza publikację nagrań irańskich ataków na Bahrajnu. Od początku konfliktu Królestwo aresztowało ok. 10 osób, które udostępniły w sieci nagrania irańskich rakiet, dronów lub zniszczeń, których dokonały. Czy faktycznie jest to wychwalanie agresji wrogiego państwa?

irańska rakieta nad Bahrajnem zestrzelona przez obronę powietrzną, 28.02.26. Materiały własne

Kij, a marchewka?

Rząd Królestwa używa paszportu jako kija od lat. Wielu liderów i aktywistów opozycji, z reguły szyitów, stało się z dnia na dzień bezpaństwowcami, gdyż byli niewygodni dla reżimu, w tym Ali Salman, Isa Qassim, Syed Ahmad Alwadaei oraz Ali Mushaimaa. Jednocześnie, przynajmniej od czasów Rewolucji 14 lutego sunnicka rodzina królewska importuje współwiernych z innych krajów, takich jak Pakistan i Jordania, by zasilali szeregi służb mundurowych, które wysyła się na tłumienie protestów. Na zachętę otrzymują oni bahrajńskie obywatelstwo oraz przywileje z tym związane, takie jako niskooprocentowana hipoteka i zapomoga na rodzinę. W ten sposób próbuje się zmienić charakter demograficzny kraju.

Oficjalny spis powszechny, przeprowadzany raz na dekadę, nie wnika zbyt szczegółowo w to jakiego wyznania są obywatele, dzieląc ludzi na muzułumanów i innych. Przez wiele lat szacowano jednak, że szyici stanowią ok. 60-70% obywateli, a reszta to sunnici. Teraz, szyici mają stanowić ok. 55-60%. Napięcia między obiema grupami to temat na kompletnie inny materiał, gdyż Bahrajn to nie kwestia napięć religjnych, a raczej rządowej polityki “dziel i rządź”.

Piąta kolumna

Rewolucja z początku poprzedniej dekady nie miała naczelnego nacechowania religijnego. Jej hasła przewodnie to demokratyzacja państwa i zaprzestanie dyskryminacji szyitów. Jednym z najpopularniejszych haseł na ówczesnych demonstracjach to “Sunnita, Szyita - Jeden Bahrajn”. Na demonstracjach przemawiali zarówno szyici, jak i sunnici. Nie podobało się to jednej grupie: rodzinie królewskiej Al-Chalifa, a szczególnie niektórym jej członkom. Podczas gdy stronnictwo reprezentowane przez obecnego premiera Salmana bin Hamada al-Chalifę (syn króla) było bardziej otwarte na rozmowy z opozycją, twardogłowi harcujący pod szyldem poprzedniego premiera Chalify bin Salmana al-Chalify (wuj króla) byli temu stanowczo przeciwni.

Uknuto więc plan, by podzielić społeczeństwo według różnic religijnych. Szybko “oddolnie” zorganizowały się kontrmanifestacje, a rządowe media rozpoczęły ofensywę propagandową, w ramach której establishment podważał lojalność opozycji wobec ojczyzny, sugerując mniej lub bardziej otwarcie, że działają na pasku i na rzecz Islamskiej Republiki Iranu. Innymi słowy: grzech śmiertelny.

Prawa człowieka w Bahrajnie:
Szyici mają utrudniony dostęp do rynku pracy - zwłaszcza w sektorze publicznym - oraz bardzo ograniczoną reprezentację w parlamencie, rządzie i instytucjach publicznych. Więźniowie polityczni doświadczają tortur. W trakcie Arabskiej Wiosny policja regularnie strzelała do nieuzbrojonych demonstrantów. W czasie protestów zginęło od 35 do 120 osób. W marcu 2026 w wyniku tortur w areszcie zmarł 32-latek. Wolność prasy i zgromadzeń właściwie nie istnieje, a tytuły nieprzychylne władzy są zamykane.

Iran to państwo teokratyczne, jedyne miejsce na świecie, gdzie większość szyicka sprawuje władzę. Jednocześnie jest to państwo o bardzo długiej historii imperialnej państwowości, która odcisnęła swoje piętno również na bahrajńskim archipelagu. Persowie ustanowili Bahrajn swoją kolonią i rządzili nim do XVII wieku, gdy zostali wypędzeni przez Portugalczyków. Do Persji jechano studiować. W etymologiach lokalnych nazw dzielnic i miejscowości pojawiają lub pojawiały się odniesienia do siebie nazwajem. W Bahrajnie do dziś istnieje mniejszość perska, lokalnie znana jako Adżami. Do tej właśnie społeczności należało wszystkie 69 osób, które w ubezpaństwowił rząd Bahrajnu. Wszyscy byli też szyitami.

Bahrajn ma wieloletni nawyk oskarżania Republiki Islamskiej o mieszanie się w wewnętrzne sprawy królestwa. Co bardziej rozgorączkowani członkowie establishmentu irańskiego faktycznie nawoływali do aneksji archipelagu. W 1981 kilkanaście osób usłyszało zarzuty o próbę przewrotu z pozdrowieniami z Teheranu, który miał zaopatrzyć niedoszłych rewolucjonistów w broń i bahrajńskie mundury policyjne. Podobne insynuacje pojawiały się później wielokrotnie przy okazji co bardziej napiętych sytuacji, również podczas Arabskiej Wiosny. W maju br. 41 osób wylądowało w więzieniu z oskarżeniami o przynależność do organizacji związanej ze Strażnikami Rewolucji Islamskiej.

Ala’a asz-Szehabi, badaczka, aktywistka i współautorka książki “Powstanie w Bahrajnie: Opór i Represje w Zatoce Perskiej” powiedziała dziennikowi The New York Times, iż mowa nienawiści zaostrzyła się do tego stopnia, że w całym regionie sunnici z szyickimi imionami zaczęli publicznie afirmować swoją sunnickość oraz lojalność wobec rodzin królewskich.

Radykalizacja rządu faktycznie postępuje. W 2024 król Hamad bin Isa al-Chalifa wydał dekret, który uznał kwestię obywatelstwa za prerogatywę suwerena. Jeden podpis sprawił, że nad tak kluczową decyzją nie ma kontroli sądów i od decyzji króla nie można się odwołać. Trzech parlamentarzystów straciło straciło swój status posłów po tym jak publicznie skrytykowali dokument i zagłosowali przeciw przyjęciu go.

Suweren wziął to na tyle osobiście, że w trakcie spotkania z władzami ZEA oskarżył posłów o trzymanie ze zdrajcami. Co więcej, jeśli nie przeproszą, grozi im “ten sam los, co tych, których wspierają: odebranie obywatelstwa i deportacja.” Dekret i tak przyjęto głosami 33:3.


06.07.26