Wojna w Zatoce Perskiej. Domino nacisku
USA wraz z Izraelem zaatakowały Iran w celu odsunięcia reżimu od władzy. Doprowadzają przy tym do destabilizacji regionu, nie mając żadnej gwarancji sukcesu. Mimo wstępnych doniesień, że Trump i Iran są otwarci na rozmowy, amerykański prezydent żąda totalnej kapitulacji Iranu.
W Iranie miał miejsce szereg protestów anty oraz prorządowych; faktycznie wielu Irańczyków świętowało śmierć Ajatollaha Chamenejego. Nie ma jednak dowodów na to, by masowo powstawali teraz przeciw rządowi Republiki. Jest to pewnym logicznym następstwem tego, że muszą uciekać przed izraelskimi i amerykańskimi nalotami. Na dzień dzisiejszy nie ma możliwości wysondowania opinii publicznej, natomiast w regionie ogółem istnieje świadomość jak źle może potoczyć się polityka zmiany reżimu.
Lepszy diabeł, którego znasz
Gdy w 2003 władzę utracił Saddam Husajn, Irakijczycy też zareagowali euforią. Szybko jednak powiew wolności ustąpił zaduchowi konfliktów wewnętrznych i wojny domowej. Rozwiązanie irakijskiej armii oraz oczyszczenie służb państwowych z członków partii Baas stanowiła zalążek dla późniejszego tzw. Państwa Islamskiego. Syria po obaleniu Bashara al-Assada w grudniu 2024 pozostaje niestabilna; dochodzi do ataków na mniejszości, w tym otwartego konfliktu na linii Damaszek-Kurdowie. Głowę w tym kraju zadziera też tzw. Państwo Islamskie, które uznało nowego prezydenta - a byłego dżihadystę - za heretyka.
Śmierć Ajatollaha oraz szeregu innych wysoko postawionych urzędników nie oznacza też końca reżimu, który od 47 lat ciężko pracował na to, by utrzymać się przy władzy również w takich sytuacjach. System stworzono tak, by w przypadku utraty jednej głowy - np. Ajatollaha Chamenejego - kontrolę nad państwem współdzielili inni wysocy urzędnicy, w tym prezydent, przewodniczący parlamentu oraz reprezentanci Gwardii Rewolucji Islamskiej i wojska. Dzięki temu zapewniona jest ciągłość władzy oraz unika się powstania próżni na szczytach władzy.
Dodatkowy problem stanowi brak zorganizowanej opozycji. Często podnoszonym sygnałem ostrzegawczym jeśli chodzi o przyszłość reżimów jest lojalność sił bezpieczeństwa: jeśli coraz więcej mundurowych przecieka do opozycji, sugeruje to, że dni reżimu są policzone. Do kogo mieliby jednak przejść rewolucyjni gwardziści czy członkowie milicji basij? Opozycja w Iranie to mozaika różnych ugrupowań ideologicznych i etnicznych o różnych celach. Brakuje zjednoczonego frontu, który pozwoliłby na szybkie wkroczenie w sytuacji kryzysowej.
Napięty spokój
Uczucia społeczne po arabskiej stronie Zatoki Perskiej można określić jako napięty spokój. Bahrajn aresztował 4 osoby, które publicznie chwaliły irańską agresję. MSW dodaje, że publikacja nagrań ataków grozi konsekwencjami prawnymi. Instytucje publiczne, banki, szkoły i uniwersytety oraz wiele firm przeszło na tryb pracy zdalnej. Regularne są wycia syren oraz hałas obrony przeciw-powietrznej. Wczoraj na stacjach paliw oraz w sklepach odnotowano zwiększony ruch. Dziś jest spokojnie, zwłaszcza na przedmieściach - oczekujemy dalszego rozwoju wydarzeń.
dym tlący się z aatakowanej amerykańskiej bazy 5. floty, 28.02.26
Po ostrzale hotelu Crowne Plaza w centrum Manamy, ambasada USA zaleca by unikać hoteli - potencjalnych celów. Wcześniej dron wleciał w inny wieżowiec w centrum. W świetle (niezweryfikowanych) relacji, że amerykańscy obywatele mogą być celem ataków, ambasada nawołuje Amerykanów do trzymania się z daleka od wieżowców. Gości w hotelach poproszono o zejście z wyższych pięter do lobby lub budynki całkiem ewakuowano. Część osób wyjeżdża do znajomych, niektórzy zaś szukają szczęścia przekraczając granicę lądową z Arabią Saudyjską - most pozostaje otwarty.
W Bahrajnie nikt nie zginął, choć jest kilkoro rannych. Odłamek przechwyconej rakiety zabił jedną osobę i zranił siedem na lotnisku w Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Takie resztki spadły w różnych częściach miasta i kraju. W Palm Jumeirah (Dubaj) wywołały pożar, który zranił 4 osoby. Dron uderzył w hotel Burdż Al-Arab i spowodował pożar. Przestrzeń powietrzna nad Bahrajnem, Katarem i ZEA pozostaje zamknięta.
Domino nacisku
Iran skupia w swoich atakach na amerykańskiej infrastrukturze wojskowej. Odpowiada jednak dużo bardziej intensywnie niż miało to miejsce podczas wojny z Izraelem w czerwcu 2025, co wystawia na ryzyko również nas, cywili. Przede wszystkim reżim jest świadomy tego, że walczy o przetrwanie. Eskalacja ataków może stanowić zwiększenie nacisku na arabskich sojuszników USA, by usilniej nawoływały Donalda Trump i Netanjahu do zaprzestania walk.
Po krwawej pacyfikacji protestów w Iranie na przełomie grudnia i stycznia br., arabscy szejkowie ciężko pracowali nad Trumpem, by ten nie dotrzymał swej obietnicy pomszczenia protestujących. Faktycznie można było odtrąbić sukces - do ataków dochodzi “dopiero” teraz, po nieudolnych próbach negocjacji. W przypadku wcześniejszych konfliktów można mówić o pewnej choreografii. Odwety Iranu stanowiły wcześniej formę zachowania twarzy, mającej na celu pokazać, że w razie ataku władza nie udaje, że nic się nie stało. Teheran starał się jednak nie przeginać i nie eskalować “za bardzo.” Czy teraz również ktoś trzeźwy powie stop - zobaczymy.
