ZEA gra na siebie
Premier Izraela ogłosił wszem i wobec, że w tajemnicy odwiedził w marcu Zjednoczone Emiraty Arabskie, wprawiając ZEA w zakłopotanie. Oba kraje utrzymują stosunki dyplomatyczne i gospodarcze od 2020 roku, co nie cieszy się popularnością wśród lokalnej populacji. Abu Zabi prowadzi jednak odważną politykę zagraniczną.
ZEA oficjalnie zaprzeczyły doniesieniom biura premiera Izraela, argumentując, że polityka kraju wobec państwa żydowskiego to sprawa publiczna, a nie kwestia skrytych spotkań. Premier Benjamin Netanjahu prawdopodobnie ogłosił wizytę na potrzeby polityki wewnętrznej: pojawiają się coraz częstsze oskarżenia, że jego polityka regionalna doprowadziła do izolacji państwa na scenie międzynarodowej. Chciał zatem pokazać, że w rzeczy samej wcale tak nie jest.
Co więcej, w wywiadzie dla mediów ambasador USA w Izraelu potwierdził, że kraj ten przekazał Emiratom systemy rakietowe Iron Dome, by wspomóc je w obronie przed atakami Iranu wojnie między USA, Izraelem, a Republiką Islamską. Mike Huckabee potwiedził w ten sposób doniesienia medialne, że wraz z uzbrojeniem do Emiratów przylecieli izraelscy żołnierze, by obsługiwać wyrzutnie.
ulica w centrum Abu Zabi, ZEA - 06.11.25 - archiwum własne
Jest to pierwszy przypadek w historii, gdy Izrael wsparł wojskowo państwo arabskie. Fakt ten stoi w sprzeczności wobec wieloletniego arabskiego tabu jakim jest współpraca z Izraelem z pominięciem sprawy palestyńskiej. Poparcie wsród arabskich społeczeństw dla uznania państwa Izrael utrzymuje się na jednocyfrowym poziomie od lat. Sytuacji nie ratuje polityka ludobójstwa i apartheidu, którą państwo żydowskie prowadzi wobec Palestyńczyków w Gazie i na Zachodnim Brzegu.
Choć obywatele nie mają zbyt wielu sposobów na legalne dzielenie się swoją opinią, swojego oburzenia na krył Iran. Teheran wielokrotnie krytykował Abu Zabi za zbliżenie się do Waszyngtonu i Tel Awiwu. Zwłaszcza z tym drugim ZEA ma najcieplejsze stosunki ze wszystkich krajów regionu. W trakcie wojny liderzy obu państw rozmawiali regularnie, a wartość współpracy gospodarczej wynosi kilka miliardów dolarów.
Oba kraje mają pewne wspólne interesy, przede wszystkim status Iranu jako regionalnego gracza. Co więcej, ZEA zyskuje dostęp do zaawansowanych technologii wojskowych, a Izrael sojusznika w relacjach z Iranem. Od 2020 oba kraje w namacalny sposób zyskały też materialnie.
Mała Sparta
Abu Zabi od lat prowadzi coraz odważniejszą politykę zagraniczną, co doprowadza co jakiś czas do konfliktów z sąsiadami, zwłaszcza Iranem i Arabią Saudyjską. Jednak nie zawsze tak było. Gdy książe koronny Mohammad bin Salman (MbS) przejął de facto schedę po swoim ojcu królu Salmanie, bardzo często porównywano go do prezydenta ZEA Mohammada bin Zayeda (MbZ). Nie było to bez podstaw; obaj panowie przedstawiają się jako autokraci moderniści. To właśnie za czasów MbS Arabia Saudyjska zaczęła otwierać się na świat: otwarto kina, sklep monopolowy, poluzowano wiele restrykcyjnych zasad dotyczących obecności kobiet w przestrzeni publicznej.
Największym wspólnym projektem była wojenna wyprawa w Jemenie, najbiedniejszym kraju Półwyspu Arabskiego. Jednak w pewnym momencie cele się rozjechaly, a obie monarchie zaczęły wspomagać przeciwne strony. Saudyjczycy od początku wspierają bowiem oficjalny rząd Jemenu, podczas gdy Emiratczycy stanęli po stronie separatystów z południa.
Oficjalnie ZEA mówią o poszanowaniu prawa Jemeńczyków do samostanowienia. W rzeczywistości może im chodzić o preferecncyjny dostęp do portów blisko Morza Czerwonego, kluczowgo szlaku handlowego, który prowadzi do Kanału Sueskiego. Animozje sięgły zenitu w grudniu, gdy Arabia Saudyjska zbombardowała jemeński port, do którego dotarły emirackie dostawy broni.
Choć rządy obu państw utrzymują, że relacje pozostają poprawne, tajemnicą poliszynela jest fakt, że ZEA opuściły kartel OPEC (ang. Organizacja Krajów Eksportujących Ropę) ze względu na dominującą rolę Arabii Saudyjskiej. Polityka OPEC w ostatnich latach skupiała się w dużej mierze na ograniczaniu produkcji by utrzymać wysokie ceny, co sprzyja Saudyjczykom, którzy wciąż polegają na dochodach w sektorze petrochemicznym by finansować projekty publiczne.
Abu Zabi sprzeciwiało się ograniczeniom w eksporcie, które uważało za niesprawiedliwe. Rząd ZEA pragnie większej wolności w zaspokajaniu popytu oraz planuje zwiększyć swoje mozliwości produkcyjne do pięciu milionów baryłek w przyszłym roku. W planach ma przyspieszenie budowy kolejnego rurociągu na wschodnie wybrzeże by oduzależnić się od niepewnej sytuacji związanej ze statusem Cieśniny Ormuz. Ta mimo zawieszenia broni pozostaje zamknięta, a Iran zarzeka się, że chce w przyszłości dalej kontrolować dostęp do akwenu.
Ale ZEA działa też poza swoim bezpośrednim sąsiedztwem. Największym tego przykładem jest krwawa wojna w Sudanie, która trwa od kwietnia 2023, gdzie Abu Zabi wspiera skrycie Siły Szybkiego Wsparcia - milicję, która walczy z rządem centralnym w Chartumie. Jest to jeden z najgoszych konfliktów zbrojnych w historii, w którym katastrofy humanitarne ścigają się z czystkami etnicznymi o to, która strona przeleje więcej krwi o skrawek ziemi. Emiraty nie uciekają tu zresztą od Saudyjczyków, którzy wspierają rząd w Chartumie. Zwalczają się tu też zresztą Ukraińcy i Rosjanie.
Nowe granice
Tym samym zataczamy koło i dochodzimy do wisienki na torcie: ZEA i Arabia Saudyjska zbombardowały Iran. Ani Rijad ani Abu Zabi nie potwierdzają kiedy i gdzie, udając, że do niczego nie doszło; doniesienia medialne sugerują jedną z wysp w Zatoce Perskiej na początku kwietnia. Byłby to pierwszy taki atak ze strony państw regionu, które do tej pory przedstawiały się jako mimowolni uczestnicy konfliktu obcych mocarstw, których sytuacja zmusiła do obrony.
Konflikt nadwyrężył starannie stworzony obraz ZEA i Saudów jako oaz spokoju i bezpieczeństwa w niespokojnym regionie. Niejasne pozostaje czy naloty obu krajów wynikają z polityki ograniczonego zaufania wobec USA, które rozpoczęło wojnę z Teheranem wbrew temu co Waszyngtonowi doradzały arabskie stolice. Najpewiej oba kraje zrozumiały jednak, że muszą dojść do własnego porozumienia z Republiką Islamską. Jest to tym bardziej oczywiste po dwóch miesiąch wojny, kiedy widać, że Amerykanie nie zdołają wygonić ajatollahów z Teheranu, ani zapobiec atakom rakietowym na swoich arabskich sojuszników. Atak może stanowić ostrzeżenie, że Arabowie nie pozostaną tak pasywni jak dotychczas.
